Kobiety też kupują! - Archiwum (2004/5) - wróć do listy artykułów

              Czasopisma erotyczne zagościły na półkach z gazetami kilkanaście lat temu. Dzisiaj ich wydawcy należą do grupy medialnych potentatów. Choć odbiorców „różowej prasy” przybywa, część klientów nadal sięga po nią z wypiekami na twarzy. Potwierdza to sonda, którą przeprowadziliśmy wśród sprzedawców erotycznych gazet. A jakie jest zainteresowanie erotycznymi pismami? Większość sprzedających nie narzeka, choć twierdzi też, że porównywanie ich do świeżych bułeczek byłoby sporym nadużyciem...
              Bronisław Dudek, Kraków: - U mnie po prasę erotyczną przychodzą stali klienci. Ci nie wstydzą się poprosić o taką gazetę. Ja traktuję zresztą pisma erotyczne, jak każdy inny towar. Przeznaczyłem na nie część stoiska i nie zamierzam udawać, że u mnie takich gazet nie ma. Ostatnio najlepiej sprzedają się gazety, do których dołączone są filmy - najlepiej na płycie DVD. Ale klienci stają się coraz bardziej wybredni. Gdy zauważą, że film jest słaby technicznie, drugi raz po ten sami tytuł nie sięgną. Cena czasopisma nie ma dla kupujących większego znaczenia. Jak ktoś lubi oglądać erotykę, to jest w stanie zapłacić za to spore pieniądze. I nie mówię tu tylko o mężczyznach. Kobiety też kupują.
              Magdalena Musiał, Toruń: - Czasopisma erotyczne to dobry towar, choć odnoszę wrażenie, że w ostatnim czasie zainteresowanie nimi nieco spadło. Myślę, że wiele osób nie stać po prostu na kupowanie takich gazet. W przypadku mojego kiosku jest to szczególnie widoczne, bo na pobliskim osiedlu mieszka wielu emerytów i studentów. A przecież każdy wie, że jedni i drudzy do szczególnie zamożnych nie należą... Od lat nie zmienia się za to zachowanie klientów. Jak już ktoś kupuje gazetę z „rozbieranymi” zdjęciami, to szybko płaci i odchodzi. Sprawia wrażenie, jakby się wstydził tego zakupu.
              Ryszard Kurzyński, Warszawa: - Prowadzę punkt na stacji metra, więc na stałych klientów nie mam co liczyć. A ci, którzy przychodzą „po drodze”, raczej tylko oglądają i idą dalej. Są w tej grupie ludzie, którzy czasami próbują przekonać mnie, że erotyczna prasa nie powinna być eksponowana na widocznym miejscu. Niewiele takich osób jest, więc się tym nie przejmuję. Dziwię się tylko, że ksiądz, czy zakonnica przechodzą koło półki z tymi gazetami obojętnie, a starsza pani nie może sobie darować, żeby nie wtrącić swoich moralizatorskich trzech groszy... Dla mnie - jako sprzedającego - gazeta erotyczna znaczy tyle samo, co każda inna. Biorę ją po to, żeby sprzedać.
              Adam Izak, Polkowice: - Na gazetach erotycznych żaden kioskarz kokosów nie zbije, ale nie jest to też towar ciążący, jak kula u nogi. Ja mogę liczyć przede wszystkim na stałych klientów - takich, co mają dobrą orientację w poszczególnych tytułach. Czasopisma erotyczne wykładam na górne półki trzech regałów. Klienci, którzy regularnie je kupują, wiedzą, gdzie ich szukać. Choć erotyka opatrzyła nam się chyba już na dobre, zdarzają się osoby, które nie mają odwagi sięgnąć po „zakazany owoc”. Sprawiają wrażenie zainteresowanych innymi tytułami, a ja i tak widzę, że wzrok ucieka im do góry...
              Agnieszka Marchewka, Świnoujście: - Erotyka to dla sprzedawcy dobry towar, choć muszę przyznać, że mam mały problem z eksponowaniem tych gazet. Trudno jest pogodzić chęć ukrycia ich zawartości przed dziećmi i młodzieżą z prawem klienta do zapoznania się z pełną ofertą dostępnych pism. Wyłożyć je na górze czy na dole? Pokazać same tytuły czy całą okładkę? W zasadzie każde rozwiązanie ma swoje wady. Jeśli chodzi o zainteresowanie klientów, to zdecydowanie najlepiej sprzedają się pisma tańsze. Wydaje mi się, że taką granicą cenową, która wpływa na decyzję o zakupie jest 10 złotych. I najlepiej gdyby do gazety za takie pieniądze dołączone były ze dwie płyty z filmami.
              Zbigniew Cichoń, Gryfino: - Od innych sprzedawców prasy - w tym erotycznej - różnię się tym, że to ja idę do klienta, a nie kupujący do mnie. Gazety rozprowadzam na przygranicznym targowisku. Kupują u mnie przede wszystkim stali klienci. I właściwie to ja najlepiej wiem, co kto lubi. Amatorów prasy erotycznej też trochę jest. Zdecydowanie najlepiej sprzedają się tańsze tytuły. Moje „objazdowe” stoisko nie pozwala na jakieś szczególne eksponowanie gazet, ale jak ktoś chce, to może poszukać czegoś dla siebie. Czasami zdarza się, że ktoś weźmie do ręki pismo erotyczne przez przypadek. Jedna osoba się nim zainteresuje, inna odkłada z obrzydzeniem. Ale mnie to nie przeszkadza.
              Marianna Kubisz, Chocianów: -Prowadzę sprzedaż w pobliżu szkoły, więc nie wykładam erotycznych pism na ladę; po prostu nie chcę, żeby oglądały je dzieci. Ale jak przyjdzie klient i pyta o „gazetę z ładnymi paniami”, to zawsze może liczyć, że coś dla siebie znajdzie. Takie pytania padają zazwyczaj wtedy, gdy jestem sama. Zauważyłam, że kupujący erotykę nie mają odwagi ujawniać się ze swoimi zainteresowaniami. Często zdarza się, że ktoś czeka aż inni odejdą od kasy, a jeśli to czekanie się przedłuża, to po prostu wychodzi.

Rozmawiał Jerzy Matracki